Wszystkie artykuły

Generalny wykonawca czy wlasny nadzor? Co sie bardziej oplaca

System gospodarczy wyglada na oszczednosc na papierze, ale rzadko uwzglednia koszt czasu, koordynacji i ryzyka bledow. Sprawdzamy kiedy generalne wykonawstwo sie oplaca.

Na pierwszy rzut oka system gospodarczy, czyli samodzielne zatrudnianie ekip na poszczegolne etapy, wyglada na oszczednosc. W koncu pomijamy marze generalnego wykonawcy. Problem w tym, ze ta kalkulacja rzadko uwzglednia to, co naprawde kosztuje w budowie: czas i bledy koordynacyjne. Przy systemie gospodarczym inwestor staje sie w praktyce kierownikiem budowy, choc zwykle nim formalnie nie jest. To on musi wiedziec, kiedy zamowic material, zeby ekipa nie stala bezczynnie. To on odpowiada za to, zeby elektryk i hydraulik nie wchodzili sobie w droge. To on slyszy od jednej ekipy, ze poprzednia zrobila cos zle, i musi rozstrzygnac spor, nie majac wiedzy technicznej, zeby ocenic, kto ma racje. Generalny wykonawca bierze te odpowiedzialnosc na siebie. Koordynuje etapy, pilnuje harmonogramu i, co wazne, bierze na siebie ryzyko bledow wykonawczych. Jesli ktoras ekipa podwykonawcza schrzani robote, to problem generalnego wykonawcy, nie inwestora, ktory siedzi w Niemczech i dowiaduje sie o tym po fakcie. Jest jeszcze jedna roznica, o ktorej sie mniej mowi: przy systemie gospodarczym inwestor zwykle placi wiecej za material, bo nie ma skali zakupowej, jaka ma firma budujaca dziesiatki domow rocznie. Rabaty u dostawcow, stale relacje z hurtowniami, to realnie obniza koszt materialu o kilka do kilkunastu procent, co czesto z nawiazka pokrywa roznice wynikajaca z marzy generalnego wykonawcy. Kiedy system gospodarczy ma sens? Jesli ktos sam jest z branzy budowlanej, ma czas na codzienny nadzor i zna lokalne ekipy na tyle, zeby wiedziec, komu ufac. Dla kogos, kto pracuje na pelen etat, a tym bardziej dla kogos, kto buduje zdalnie mieszkajac za granica, generalne wykonawstwo nie jest wygoda, tylko warunkiem, zeby budowa w ogole sie udala bez katastrofy. Ostateczne pytanie nie brzmi "co jest tansze na papierze", tylko "ile jest wart moj czas i moj spokoj przez najblizsze dwanascie miesiecy". Dla wiekszosci ludzi odpowiedz jest prostsza, niz sie wydaje.